Ostatnia doba w Kambodży

Night Market

Byliśmy dosyć zmęczeni po całodniowej wyprawie do kompleksu Angkor, budżet też trochę oberwał ($15 Nel, $10 obraz, jedzenie, napoje, wejściówka do kompleksu – no i ponad $50 nie nasze), ale chcąc szybko dostać się w okolice Night Market, pytaliśmy po kolei każdego z taksówkarzy, za ile do centrum. Udało się w końcu za $2 zamiast 3-4, ale z obowiązkowym wejściem do jednego ze sklepów, w których ceny wzięte są z kosmosu, o których pisałem wcześniej. Kupiliśmy tam jedynie pocztówki, bo wyjątkowo ceny nie były zbyt wygórowane, a wzrok obsługi był wyjątkowo nieprzyjemny, po czym pojechaliśmy do centrum.

Najważniejszym po całodniowym zwiedzaniu było szybko i dobrze coś zjeść. Widząc knajpkę, w której porcje były wydawane na bieżąco i wszystko było świeże, zamówiliśmy porcje za około $2 co jak na cenę w Siem Reap było przystępne, ale ogólnie, w porównaniu do Tajlandii bardzo drogie.

Po szybkim posiłku, nie chcąc tracić czasu, ruszyliśmy w miasto, poszukując pamiątek. I tak oto, odpowiednio się targując udało się kupić 2 paczki papierosów i opakowanie zielonej herbaty za $2,5, gdzie sama herbata w koszu była wyceniona na $3, a papierosy po $1. Później wybraliśmy się na masaż stóp połączony ze zdrapywaniem zniszczonego naskórka – cena początkowa $5/os, a ostatecznie za $6 poszliśmy we dwoje 🙂 Nie było żadnych narzędzi typu Scholl czy coś w ten deseń. Silna ręka Khmera w połączeniu z pumeksem i jakimiś olejkami dawały sobie radę – jedynie trudno było wyłączyć łaskotki, przez co bywało zabawnie 😉

Magnesy, kartki, herbaty i inne pierdółki zostały zakupione, więc wybraliśmy się na spacer po mieście, szukając przy okazji najtańszego transportu. Tutaj znów, nikt początkowo nie chciał zejść poniżej $4-5, aż w końcu udało się dojechać na miejsce za $2,5.

Dzień wylotu

Po śniadaniu i spakowaniu się zostawiliśmy bagaże w recepcji, kosztowności i paszporty zostały zamknięte w sejfie, po czym spokojnie wyszliśmy na miasto – tym razem rozpoczynając spacer od terenów  bardziej oddalonych od centrum.

Idąc na wschód, wzdłuż drogi nr 60, odwiedziliśmy Angkor Handicraft Association (AHA). Jest to organizacja non-profit, mająca na celu umocnić lokalny sektor rękodzieł. Zamieniliśmy parę zdań z Angielką, która była tam akurat wolontariuszką i opowiedziała co nieco o swojej pracy.

Prawdziwszy obraz Kambodży

Nie było nam dane, z uwagi na zbyt małą ilość czasu, dotrzeć do prawdziwie prowincjonalnej Kambodży, ale wystarczyło odejść kawałek od dróg położonych przy hotelach i centrum Siem Reap, by doświadczyć przeplotu tej swoistej dzikości. Stragany z suszonym mięsem, stolarka ze sklepem na trawie, sprzedaż benzyny w butelkach, czy wypożyczalnie motorów, które nie zachęcały do skorzystania z usługi, jeśli ich stan był w równie ‘dobrym’ stanie, jak budka robiąca za biuro 😉 Są to rzeczy, które dla wielu z nas mogą być dziwne i niezrozumiałe. Wielu pewnie zapytałoby, gdzie sanepid, gdzie kontrole, gdzie akcyza na benzynę, ubezpieczenie na motor, ważny przegląd…i te pe, i te de.
A tam po prostu ludzie tak żyją…
I żyją.

Lokalne targowisko Pho Langka jest kolejnym tego dowodem – mięso, przy temperaturze powietrza wynoszącej około 35°C, wystawione jest w nieklimatyzowanym pomieszczeniu na tekturze falistej, czekało na kupca… Reszta warzyw i owoców też niespecjalnie zachęcały nas, by coś tam kupić, no ale… tak tam się żyje.

Spacer po mieście

Przy jednej z głównych dróg, idąc już w kierunku centrum, znajduje się Muzeum Narodowe Angkor. Nie byliśmy w środku, bo wyszliśmy z założenia, że najlepszym naturalnym muzeum był kompleks Angkor, który zwiedzaliśmy poprzedniego dnia. Ceny? $12/os za wejście + $3 za przewodnik audio. Kolejne na trasie były Ogrody Królewskie, w których daliśmy odpocząć naszym nogom, po kilkugodzinnym spacerze.

Wat Preah Prom Rath

Leżący nad rzeką, Preah Prom Rath Pagoda, znajduje się niedaleko dobrze zdobionego mostu. Był on pierwszą rzeczą, która rzuciła nam się w oczy, po czym, rozglądając się dookoła zauważyliśmy wielką, ozdobną bramę, z wyrzeźbionym Buddą na szczycie.

Teren świątyni był pokaźnych rozmiarów, a na jej obszarze znajdowały się rzeźby, posągi i budynki sakralne. Nie jest to żaden zabytkowy kompleks, a jedna z regularnie działających, otwartych w mieście świątyń. Duża ilość ozłoconych wieżyczek, otaczających główną świątynie dodatkowo podnosiło atrakcyjność tego miejsca, ale moją ciekawość przykuła replika łodzi z mnichem trzymającym garnek, znajdująca się przed wejściem głównym oraz instalację przedstawiającą ptaka wyjadającego ludzkie wnętrzności.

Krótka historia, opisana jest wewnątrz świątyni na tablicy. W 1500 r n.e., ogromny posąg półleżącego Buddy został zbudowany i umieszczony wewnątrz głównej świątyni Wat Preah Prohm Rath. Wszystko zaczęło się od tego, gdy jeden z mnichów buddyjskich około roku 1500 n.e. podróżował statkiem, prosząc o jedzenie w Long Vek – starożytnej stolicy Kambodży, która leży nieopodal Phnom Penh. Pomimo długiej drogi dzielącej Siem Reap od starożytnej stolicy, ryż, który mnich ze sobą sprowadził był jeszcze świeży, co było powodem do nadania mu przydomku Preah Ang Chong Han Hoy, co oznacza „Mnich ze świeżo ugotowanym ryżem w swoim garnku”. Pewnego dnia, gdy płynął na swojej łodzi, rekiny zaatakowały łódź, która pękła na dwie części, ale mimo to nie zatonęły. Jedna z części łodzi dopłynęła do Wat Boribo w dzielnicy Boribo znajdującej się w prowincji Kompong Chnang. Buddyści z tego terenu zbudowali stojący posąg z tego powodu. Drugi kawałek, z częścią dziobu, płynął z tak dużą prędkością, że woda nie wlała się do środka i bezpiecznie dopłynęła z mnichem do okolic świątyni w Siem Reap. Z tego powodu wybudowano tenże pomnik półleżącego Buddy, wykonana z drewnianego kawałka łodzi, która została utrzymana w budynku Preah Vihear.

Ostatnie chwile w Siem Reap

Po zwiedzaniu kompleksu Preah Prom Rath Pagoda, wygłodniali udaliśmy się na miasto by szybko, przed powrotem do hotelu coś zjeść i ostatni raz przespacerować się po ścisłym centrum Siem Reap. Do hotelu wracaliśmy pieszo – spacerem około godziny – napajając się widokiem okolicy, najprawdopodobniej, po raz ostatni w życiu.

Lotnisko

Około godziny 19 pożegnaliśmy się z miłą obsługą hotelową, wzięliśmy nasze bagaże, dokumenty i wyszliśmy przed hotel, gdzie czekał na nas Nel. Podróż na lotnisko zajęła około 20 minut kosztowała nas $5. Lotnisko ładne, czyste i zadbane – sklepy w strefie wolnocłowej też niczego sobie, były obecne marki premium – no ale oczywistym jest, że nie korzystają z tego lotniska Khmerowie, a zagraniczni, na ogół bogaci turyści. To co mi się spodobało, to wiele akcentów kultury khmerskiej widocznych na lotnisku – różnego rodzaju posągi, płaskorzeźby, fototapety. Ciekawie, regionalnie i ze smakiem – dużo lepsze niż surowe terminale wielu europejskich lotnisk.

Bangkok – hotel

W Bangkoku wylądowaliśmy około godziny 23, po czym możliwie szybko wzięliśmy nasze rzeczy z przechowalni bagażu i poszliśmy szukać wolnej taksówki. Do hotelu L.A. Tower dotarliśmy koło północy, po czym wykończeni wzięliśmy prysznic i poszliśmy spać.

Podsumowanie

Koszty podróży i pobytu w Kambodży:

  • samolot AirAsia (Bangkok->Siem Reap->Bangkok) – $70,61 /os (~ 283,5 zł/os)
  • Wiza otrzymywana na lotnisku – $30/os (~120 zł/os)
  • Nikkivinsi Boutique Villa (aktualnie – Putheavatei Boutique Hotel & Spa) – $40,50 za 2 noce w pokoju 2-osobowym  ze śniadaniami i transferem z lotniska (~164 zł).
  • Jednodniowy bilet do Angkoru – $20/os (~80 zł/os)
  • Transport podczas zwiedzania Angkoru – $15 (~60 zł)
  • Transport na lotnisko – $5 (~20 zł)

W przeliczeniu na jedną osobę, podstawowe wydatki podróży do Kambodży wyniosły nas około $150, co dawało przy wtedy obowiązującym kursie dolara niecałe 600  zł. Do tego doliczyć trzeba wydatki na: pamiątki, masaże, jedzenie, napoje, tuk-tuki etc. Wydaje mi się, że podliczając to wszystko razem, zamknęliśmy się w kwocie nieprzekraczającej 850 zł/os.

Od 1 lutego zmianie uległy ceny wejściówek  do kambodżańskiego kompleksu świątyń Angkor Wat!

 RODZAJ BILETU BYŁO JEST
1-dniowy $20 $37
3-dniowy $40 $62
7-dniowy $60 $72

Zbudowany w XII wieku kompleks świątyń, będący największą atrakcją turystyczną Kambodży i jednym z piękniejszych zabytków w całej Azji, ma duże znaczenie dla budżetu kraju. W roku 2016 sprzedano około 2,19 miliona biletów, na których rząd Kambodży zarobił ponad 63 mln dolarów. Turystów oglądających świątynie było z pewnością więcej, gdyż obywatele Kambodży mogą zwiedzać świątynny kompleks bezpłatnie. Po podwyżkach cen biletów zyski z pewnością wzrosną, gdyż turystów nie zabraknie.

Wyjazd na pewno wart był swojej ceny. Było to coś innego, a w porównaniu do dotychczasowego pobytu w Tajlandii, trochę bardziej na swój sposób ‘dzikiego’. Zobaczyć jeden z najciekawszych zabytków Azji – bezcenne. Polecamy każdemu!

Komentarze