Zabytki Angkoru – part 1

Drugi dzień w Kambodży

17 lutego – temperatura z samego rana sięga 25 stopni Celsjusza, za kilka godzin będzie jeszcze więcej. Obudziliśmy się kilka chwil po godzinie siódmej – szybki prysznic i zejście na śniadanie. Specjalnością, a zarazem chyba jedyną ‘potrawą’ serwowaną w standardzie na śniadanie była jajecznica – do tego pieczywo + małe opakowania dżemu + kawa/herbata. Dodatkowo można było zakosztować owoców na deser. Dla nas posiłek wystarczający, ale dla osób lubiących bardziej złożone śniadania – niekoniecznie 😉

Tego dnia zrealizujemy główny cel podróży do Kambodży – zwiedzanie kompleksu świątyń Angkoru!

Możliwości zwiedzania

Zabytki Angkoru można zwiedzać na różne sposoby – zorganizowane wycieczki zazwyczaj korzystają z autobusów, zaś turyści tacy jak my, podróżujący na własną rękę, na ogół korzystają z trzech opcji:

  1. wynajęcie roweru – co przy temperaturze w południe wynoszącej w słońcu ponad 35*C uważam za nienajlepszy pomysł (zmęczenie, odwodnienie, problemy przy ewentualnej kradzieży lub zniszczeniu),
  2. wynajęcie skutera – drożej niż w przypadku roweru i pozostaje kwestia odpowiedzialności przy ewentualnym kradzieży/zniszczeniu.
  3. Wykupienie tuk-tuka, który obwozi nas po kompleksie świątyń przez cały dzień.

My zdecydowaliśmy się na opcję numer 3 – w porównaniu do pozostałych najdroższą, ale w tych warunkach najwygodniejszą.

Po zjedzonym śniadaniu poszliśmy do pokoju po spakowane na wycieczkę rzeczy i wyszliśmy przed hotel, gdzie uderzyła w nas fala gorącego powietrza. Na zewnątrz czekał już na nas Nel – ‘taksówkarz’, który poprzedniego dnia odebrał nas z lotniska na swoim khmerskim tuk-tuku. Decydując się na zwiedzanie, zazwyczaj proponowane są dwie trasy – small  tour/grand tour – w zależności od czasu jaki chcemy na to poświęcić. Jako, że mieliśmy w planach tylko jednodniowe zwiedzanie, wybraliśmy small tour, aby zwiedzić największe i najpopularniejsze zabytki. Nel za dzień objazdówki zabrał $15, co z jednej strony, jak na trasę – hotel->Angkor small tour->hotel – nie było wielkim zdzierstwem, z drugiej stanowiło to 75% ceny biletu wstępu do kompleksu. Tak czy owak, nasz skromny budżet oberwał…

Ceny biletów

Po kilku minutach wjechaliśmy w strzeżony obszar i wysiedliśmy pod kasami biletowymi. Kilka różnych kolejek w zależności jaki bilet kupujemy. Bilety wstępu są przypisane każdej osobie indywidualnie, poprzez drukowanie na wejściówce naszego zdjęcia, które jest wykonywane na miejscu. Do wyboru mamy bilety:

  • 1-dniowe ($ 20) – ważne w dniu wydania
  • 3-dniowe ($ 40) – ważne przez tydzień od wydania
  • 7-dniowe ($ 60) – ważne przez miesiąc od wydania

Angkor Wat – symbol Kambodży

Angkor Wat jest najbardziej znaną, najważniejszą i największą świątynią w kompleksie Angkor. Najwyższa z wież mierzy 65 metrów, a całkowita powierzchnia świątyni wynosi 1 626 000 m² (!), co czyni ją największym na świecie zabytkiem religijnym. Została ona zbudowana przez Surjawarmana II, który władał Imperium Khmerskim od 1113 do 1150 roku n.e. Świątynia ta została poświęcona hinduskiemu bogu Wisznu, a po śmierci Surjawarmana II, złożono w niej jego szczątki. Sama nazwa “Angkor Wat” znaczy “Świątynia Miejska”. Świątynia jest tak ważna dla Khmerów, że znajduje się ona na fladze Kambodży.

http://flagpedia.net/data/flags/ultra/kh.png
http://flagpedia.net/data/flags/ultra/kh.png

Od kas biletowych, dojechaliśmy pod teren świątyni w kilka minut. Nel zatrzymał się na dużym, piaszczystym parkingu, zapewniając nas, że będzie w tam czekać.

Przed wejściem na teren ‘wyspy’ akurat przyjechał samochód z państwem młodym. Pierwszy raz, na żywo widziałem nowożeńców z tych rejonów świata, w ich, jakże odmiennych od naszych, regionalnych strojach weselnych.

Jeszcze dobrze nie przeszliśmy przez mury otaczające całą wyspę, a już zostaliśmy zatrzymani i poproszeni przez parę turystów z Indii o pozowanie mojej blond-ślicznotki do pamiątkowego zdjęcia z dzieckiem. Ot, taka ‘biała atrakcja turystyczna’, co żadnym wypadku nas to nie uraziło, a wręcz było czymś miłym i sympatycznym. Warto pamiętać, że o ile miejscowa ludność spotyka się na co dzień z ‘białymi’ turystami i nie robi to już na nich wrażenia, o tyle dla podróżników, którzy pochodzą z mniej turystycznych rejonów Azji, jesteśmy podobną ‘atrakcją’, jak oni dla większości z nas. W końcu dla nich widok platynowych włosów u białego człowieka jest tak niecodzienny jak spotkanie czarnoskórego na Śląskich, górniczych osiedlach. Z ciekawostek można dodać, że w sklepach (czy to w Kambodży, czy w Tajlandii) praktycznie  nie występują farby w kolorze blond. Są dziesiątki odcieni brązu, których w polskich drogeriach nie widziałem, ale blond to swoisty biały kruk wśród farb.

Po przejściu przez mury, w oddali widać rzucające się w oczy wieże Angkor Wat. Wież jest łącznie pięć – cztery na planie kwadratu i jedna centralna. Do świątyni prowadzi droga z kamiennych płyt, a mniej więcej w połowie tej drogi, po lewej i prawej stronie mieszczą się dwa budynki bibliotek – Północna Biblioteka (po lewej) i Południowa Biblioteka (po prawej). Wszystko idealnie symetryczne. TUTAJ link do Street View od Google Maps – można ‘przejść się’ po terenie świątyni 😉

Odrobinę dalej również – niczym lustrzane odbicie – z dwóch stron prostokątne zbiorniki wodne, wokół których latały tysiące ważek. Było to chyba najlepsze miejsce, by zrobić sobie zdjęcie na tle świątyni, bez tłumu turystów wpadających w kadr 🙂

Po wejściu do świątyni, spotykamy na swojej drodze posągi, mnichów odprawiających swe rytualne modły, a na ścianach dobrze zachowane po dziś dzień płaskorzeźby.

Kolejka sięgająca ponad sto metrów skutecznie nas zniechęciła do wejścia na jedną z wież w celu podziwiania panoramy. Zamiast tego, obejrzawszy już chyba wszystko co warte zobaczenia w Angkor Wat, ruszyliśmy do wyjścia. Przeszliśmy przy stoiskach z obrazami, pamiątkami, jedzeniem i … jeden z obrazów tak nam się spodobał, że kupiliśmy go zbijając cenę z $80 do $10.

Na parkingu, tak jak obiecał, czekał na nas Nel. Kolejny przystanek naszej wycieczki to Srah Srang i Banteay Kdei, po których podwiedzimy jeszcze kilka miejsc, ale o tym w kolejnym wpisie 🙂

Komentarze